Unoszę się na wodzie. Nie wiem czy to jezioro czy ocean. Woda jest spokojna. Skąd tu tyle wody? Skąd ja się tutaj wziąłem? Rozglądam się dookoła. Nie widzę nic prócz wody i paru dryfujących przedmiotów. Żółte i czarne unoszą się na wodzie, podobnie jak ja. Przecież to … moje sakwy! Wśród nich jest torba na kierownicę. Też się unosi, ale powoli zanurza. Podpływam i chwytam ją zanim zniknie w czeluści. Zaglądam so środka. O nie! Jest pełna wody. Wszystko stracone: aparat, zdjęcia, notatki, telefon, paszport. To jakiś koszmar! Wybudza mnie z niego ryk megafonu. Świta.
Czytaj dalej

Trzy dni temu przeżyłem najgorsze chwile podczas całej wyprawy. Nawet będąc w oku cyklonu na zachodnim wybrzeżu Japonii – gdzie nagłe porywy wiatru miotały mną jak lalką, a także podczas trzęsienia ziemii o sile 7,4 w Tokio – gdy w środku nocy jeździłem wraz z łóżkiem przez prawie minutę, nawet gdy leżałem obsrany i obrzygany w rowie w Indiach, nawet gdy się w końcu podniosłem i walnął mnie autobus, nawet leżąc w szpitalu wśród umierających wokół mnie na gruźlicę – nie czułem się tak ogarnięty paniką, tak bezbronny, tak bez żadnych szans, jak dwa dni temu o poranku, przy granicy z Birmą… Czytaj dalej

Wpis dedykuję Sunny-emu i Monice. Gdyby nie Wy…

Kucharz tłumaczy dziewczynie: Wiesz, ugotowany i zbyt długo przechowywany ryż jest bardziej niebezpieczny dla zdrowia aniżeli zepsute mięso. Dziewczyna: Tak? A jeśli byś musiał wybierać, to co byś wybrał: zepsuty ryż czy mięso? Kucharz po krótkim namyśle: Oczywiście, że świeżą pomarańczę! Czytaj dalej

Nie lubię pisać gdy jest mi źle. Czuję się wtedy jakbym się nad sobą użalał, a sama myśl, że mogę się nad sobą użalać sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Samonakręcająca się depresja. Prawda jest jednak taka, że nie sram tęczą. Jak każdy miewam lepsze i gorsze dni, a ostatnio przeważają te drugie. Mógłbym w ciszy przeczekać tę burzę i odezwać się dopiero, gdy znów wyjdzie słońce, jednak wtedy nie byłbym szczery z Wami, a w retrospekcji sam ze sobą. Bo widzicie, ja chcę móc kiedyś spojrzeć na tego bloga jak na stary album ze zdjęciami i widzieć nie reklamę, hiperbolę jednej strony medalu, ale całą prawdę. W szczerości tkwi siła. Czytaj dalej

Mój rumak towarzyszy mi dzielnie już ponad dwa lata. W momencie pisania tych słów jego przebieg wynosi 13506 km. Do tej pory ani razu mnie nie zawiódł, a towarzyszył mi wszędzie: przez Australijską sawannę, Birmańską dżunglę, wjechał ze mną w Himalaje, pod Indonezyjskie wulkany, dał sobie radę w śniegach Hokkaido. To dzielny i niezawodny kompan. Ten wpis prawi o nim. Tak jak go złożyłem, tak teraz przed wami go „rozkładam” na części i analizuję każdą z osobna. W ten sposób pragnę podzielić się swoją wiedzą i nabytym doświadczeniem. Zaczynamy… Czytaj dalej

Zwykle niewiele wiem o kraju, do którego się wybieram. Tak już mam. Brak oczekiwań równa się brak rozczarowań. Zostają same niespodzianki. Wyjątek stanowi Japonia. Ciekawiła mnie i przyciągała od wielu lat. W końcu ją odwiedziłem i … pokochałem. Trudno się dziwić – najkrótsza droga do serca wiedzie przez żołądek. Nihon to wie doskonale… Czytaj dalej

Nagle zgasło światło i nastała ciemność absolutna. W okolicy nie ma najmniejszego źródła światła, ni diody ni świecy. Najczarniejsza z czerni. Ktoś wchodzi do stołówki, prawdopodobnie właściciel, i włącza zasilanie z akumulatorów. Moim oczom ukazuje się lasagne wegetariańska, zjedzona do połowy. Mogłem zamówić to samo co Charles, czyli ryż z jajkiem, ale bardziej sycąca lasagne jest w tej samej cenie, podobnie z resztą jak pizza, burgery, dania chińskie, meksykańskie czy nawet tyrolskie rosti. Sądząc po menu można pomyśleć, iż znajduję się w jakiejś turystycznej mecce. Wszakże w Pokharze łatwiej uświadczyć dania europejskie aniżeli rodzimy dla Nepalu dhal bat. Istotnie jestem stosunkowo niedaleko Pokhary, ale jednocześnie z dala od cywilizacji. Niby jest bezprzewodowy internet, jednak podczas deszczu go nie ma, a leje jak z cebra kolejną godzinę z rzędu… Czytaj dalej