Dziewczynki na prawo, chłopcy na lewo

Marta zrobiła Owsiankę na Wypasie i wyjechała w dzień dziecka. Razem z Katie pedałują wzdłuż wybrzeża do Cairns. Na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że nie będziemy już razem pedałować. Nie jest łatwo o tym pisać. Z tego powodu długo nie pisałem. Nie wiedziałem co mam napisać. Z resztą dalej nie wiem.

Ostatnie spojrzenie

Ostatnie spojrzenie

Wiem tylko, że nie potrafię realizować swojego wielkiego marzenia i uszczęśliwiać Martę jednocześnie. Co zrobić, gdy granica kompromisu zostaje osiągnięta przez obydwie strony? Wybieram marzenie, bo tak mi podpowiada wewnętrzny głos, który nigdy wcześniej nie był tak silny. Ostatecznym sędzią tej decyzji niech będzie czas.

Dwie dętki na raz - tymi rękoma :)

Dwie dętki na raz – tymi rękoma :)


Dziewczyny wyjechały, a my jeszcze pracowaliśmy ponad dwa tygodnie aby skończyć robotę. Po krótce: Ryszard przyleciał, odebrał, zapłacił i poleciał. Malowania mam dosyć na najbliższy czas. Spakowaliśmy się i wyjechaliśmy 18 czerwca – w pierwszy dzień Ramadanu. Plan jest prosty: Dojechać do Kathrine w Terytorium Północnym, przez outback, głównie sawannę. Gladstone > Longreach > Winton > Mount Isa > Dodgadee > Kathrine. Tak jak napisałem – plan jest prosty… ;)

Objuczony, wierny rumak

Objuczony, wierny rumak

https://www.youtube.com/watch?v=UePtoxDhJSw

https://www.youtube.com/watch?v=UePtoxDhJSw

P1170490

American Boy

 

Za nami dopiero pięć dni jazdy, a już masa wrażeń. Noclegi na dziko – ja w namiocie a Zander w hamaku wynalazku. Trochę statystyki:

Kilometrów: 341. Średnio 70 dziennie, więc nie najgorzej.

Widzianych kangurów: 1 – rano przy namiocie, gdy kicał w stronę wodopoju.

Rozjechanych kangurów: 26 zidentifikowanych, plus jeden lis, jedno nie wiadomo co o sierści kota dachowca, lecz wielkości dorosłej świni oraz masa kości nie wiadomo czyich.

Przyjaznych trąbnięć: 24

Nieprzyjaznych: 0 – chyba, że nie wszystkie były przyjazne ;)

Złapanych gum: 1 – u mnie

Pękniętych szprych: 1 – u Zandera. Mamy nadzieję na wymianę i centrowanie koła w Emerald.

Pociągów drogowych: 7 plus cała masa torowych. To znak, że cały czas jesteśmy na terenach wydobywczych. Pociągi wagonów mają ze czterdzieści. Tak naprawdę 105 – policzyłem. Musiałem się w tym celu zatrzymać, aby mieć punkt odniesienia; jedna lokomotywa z przodu, dwie w środku i jedna na końcu plus 101 wagonów pełnych urobku. Tylko takie pociągi można tutaj spotkać i nie trzeba czekać długo. Śmigają w tę i z powrotem o każdej porze dnia i nocy. Złoża węgla kończą się za Emerald. Wtedy stanie się ciszej i co ważniejsze – bezpieczniej. Taki pociąg drogowy pcha przed sobą masę powietrza, które przy wyprzedzaniu najpierw nas popycha do przodu a następnie zasysa do środka drogi. Nieciekawie, gdy dzieli nas metr, co się niestety zdarza.

Road train, czyli pociąg drogowy.

Road train, czyli pociąg drogowy.

Samochodów w rowie po dachowaniu: 2 – w tym jeden pancernik jadący z przyczepką w konwoju wojskowym – dachował minutę po tym jak nas wyprzedził…

Na prostej...

Na prostej…

Na prostej...

Na prostej…

Nasz dzień trwa krótko, bardzo krótko. Podczas, gdy Wy macie letnie przesilenie i Noc Kupały, my mamy zimowe przesilenie i najkrótszy dzień roku. Słońce dziś zaszło o 17:25, a o 17:50 już jest ciemno jak sami Wiecie gdzie. Oprócz tego nocą bywa okropnie zimno. Niby 7 stopni i wiatru prawie żadnego, ale powietrze jakieś wilgotne i w naszych letnich śpiworach wcale nie jest nam do śmiechu o czwartej nad ranem. Praktycznie co noc dodaję kolejną warstwę ciuchów, a budzę się i trzęsę z zimna tak samo. Bielizna termiczna, 4 koszulki w tym jedna z długim rękawem, polar. Na dole: pidżama z poliestru, spodnie oddychające oraz dżinsy, na stopach dwie pary skarpet. Na to wszystko liner i dopiero śpiwór. Więcej sensownych warstw nie mam. Mam nadzieję, że się ociepli albo się przyzwyczaję, czyli raczej to drugie, bo śpiwór zimowy dopiero do mnie leci…

P1170487

Nie ma jednak co narzekać! Jest wyprawa. Jest przyjaciel. Jest dobrze. Dla takich poranków jak wyżej chce się żyć. Dla takich zachodów słońca jak niżej również.

P1170505-001

Wczoraj jechaliśmy po zmroku śpiesząc w gościnę do Stuarta i Jenny, czyli na pierwszy gorący prysznic od miesiąca i spanie w normalnym łóżku od trzech i pół miesiąca. Dzisiaj dzień relaksu, uzupełnienie zapasów, pranie, serwisowanie, biurowanie. Bolą nas tyłki, ścięgna Achillesa, a Zandera na dodatek kolano.

Co zrobisz? Taki los. :)

Następny wpis będzie iście przebojowy! Zostańcie z nami!

Jedna myśl nt. „Dziewczynki na prawo, chłopcy na lewo

  1. Czterdziestka ;)

    Brat, ja z Tobą oszaleję. Nie dość, że się zamartwiam, że Cię jakiś pająk albo żmij ukąsi, to jeszcze teraz mi wyjeżdżasz (tak! wyjeżdżasz!) z jakimiś niebezpiecznymi pociągami, które sobie zasuwają metr od Ciebie! Zapamiętaj sobie – mam jednego Brata i masz na Niego uważać! Żebym nie musiała dwa razy powtarzać … ;)
    A jeśli chodzi o temperatury, to może miło Ci będzie usłyszeć, że u nas w dzień dzisiaj było 16 st. (i lało), a teraz spadło do 9 st. No, ale cóż się dziwić, przecież to dopiero koniec czerwca, jeszcze nie czas na chowanie do szafy puchowych kurtek … ;) Całuję brodaczu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>