Kraina Śmierci

Stuart gościł nas trzy noce. Ciężko było opuścić wygodne łóżko i ciepły prysznic, szczególnie gdy nocą temperatura spada do sześciu stopni. Po pracy Stuart brał nas nad rzekę, gdzie każdy zarzucał swoją wędkę. Świat jest niesprawiedliwy, bowiem ja złowiłem dwie Cat Fish, a Zander żadnej. Tych ryb się nie jada, więc trafiły z powrotem do wody. Na kolację Stuart smażył steki na ognisku.

P1170509

Cat Fish

Najlepsi ludzie jakich znam to ci, którzy nie zabili w sobie dziecka. Stuart zdecydowanie nie zabił w sobie chłopca. Po co gotować obiad w domu, skoro można na świeżym powietrzu, na żywym ogniu? Nie wysiłkiem a swoim czasem ufundował nam fantastyczną zabawę, a my nie pozostaliśmy darmozjadami – w zamian za gościnę skosiliśmy trawnik i wypełniliśmy lodówkę piwem. Pora ruszać dalej.

P1170512

Nocleg Memento Mori

Kolano Zandera pozwoliło nam na przejechanie zaledwie paru dziesięciu kilometrów do Anakie; gdzie chłopak dotarł prawie płacząc. Dowiedzieliśmy się, że w pobliskim Sapphire następnego dnia jest lekarz i przyjmuje tylko do południa. Wobec zakazu biwakowania na terenie całego miasteczka rozbijamy się na … cmentarzu. Nie ma tu dosłownie żywego ducha do momentu, gdy Zandera nakrywa pewna pani. No ładnie – myślę, będą kłopoty i przenoszenie się po ciemku w jakieś krzaki. Pani jednak tak się ucieszyła, że dostarczyła nam na cmentarz kolację… na talerzach ze sztućcami… ze świeczkami i zapałkami… po czym przeprosiła, bo „mięso trochę gumowe wyszło”… Niech pani przestanie, dziękujemy z całego serca za to wspaniałe jedzenie! Musicie jeść chłopaki, miałam syna to wiem. Miałam syna. Czy dlatego tu przyjeżdża po godzinach i porządkuje? Nie dowiemy się.

Dostawa kolacji na cmentarz

Dostawa kolacji na cmentarz

Lekarz niestety nie miał ze sobą kolagenu żeby wstrzyknąć Zanderowi w kolano, więc polecił mu parę dni odpoczynku od pedałowania. Zdarza się, że pacjenci z tak opuchniętym stawem jak twój goją się po tygodniu, ale czy ci pacjenci jechali po tygodniu odpoczynku 80 kilometrów dziennie na rowerze ważącym 60 kilogramów, do tego pod górę? – szczerze wątpię. Gdy tak dyskutujemy dwóch pacjentów zaprasza nas do siebie. Jeden z nich mówi: jestem poważnie chory, przyda mi się trochę towarzystwa, a wy i tak z tym kolanem nigdzie nie pojedziecie. Gdy ładujemy rowery do zdezelowanego busu Johna mam mieszane uczucia, ale wkrótce ukazuje się nam nagroda. Reward, czyli nagroda to nazwa miejsca, w którym mieszka John. Podobnie jak wszyscy tutejsi, przeprowadził się tutaj aby wydobywać szafiry. W tym celu dzierżawi kawałek ziemi, na której ma trzydziesto-metrowy szyb, w którym nie był już długi czas. Choroba nie pozwala mu na wiele. Jego dom to barak praktycznie bez ścian, drzwi i okien. Wewnątrz jest się na zewnątrz. Kangury podchodzą pod samo ogrodzenie, ptaki wlatują po jedzenie do środka.

P1170535

John’s mining shack

P1170536

Ptaki kochają Johna

P1170547

Wypieki 🙂

Ptaki i sąsiedzi to jedyne towarzystwo Johna, którego wykańcza amyloidoza. W skrócie jego organizm nie radzi sobie z przemianą protein, które unieruchamiają kolejne narządy. Dano mu 6-12 miesięcy życia… 16 miesięcy temu. Dużo z nim rozmawiamy, pieczemy chleby, gotujemy. Niestety John bardzo mało jada. Łatwo poznać gdy się naprawdę źle czuje, bo wtedy ssie lizaka z morfiną i przeklina częściej niż zwykle. F* to f* tamto f* wszystko. W podziękowaniu za gościnę naprawiamy Johnowi komputer i oczyszczamy z wirusów, podłączamy mu komin do kuchenki na drewno, wymieniamy jedną kozę na drugą kuchnię na drewno, zbieramy i rąbiemy drewno na opał. Chociaż tyle.

Zander prezentuje Johnowi obraz - jego dom

Zander prezentuje Johnowi obraz – jego dom

P1170585

Chris i jego 32-metrowy szyb

P1170587

Chris w swojej kopalni

Chris, jego znajomy zabiera nas do swojego szybu, gdzie pokazuje jak się szuka i rozpoznaje szafiry. Imponuje nam labirynt tuneli, który stworzył on i poprzedni właściciel tej ziemi. Na pamiątkę dostajemy po woreczku kamieni. Spędzamy w krainie szafirów pięć dni. Przy wyjeździe z Sapphire dostrzegam grupę turystów przesiewających kamienie. Instruktażu udziela im Karl żyjący ze sprzedaży klejnotów. Dumnie pokazuje duży szafir zamknięty w złotym naszyjniku, który zdobi jego szyję. Czterdzieści karatów, sam go znalazłem. Jest wart dziesięć tysięcy dolarów – prezentuje swoją zdobycz Karl i pozuje do portretu. Jako dziecko przyjechałem tu z rodzicami z Austrii. Przechodziłem obok tego sklepu gdy właścicielka poprosiła mnie o pomoc. Tak pomagam już ponad czterdzieści lat. Wcześniej jeździłem dużo po Australii tak jak ty, ale na motorze. Na rowerze nie dałbym rady. Pewnie, że byś dał! Jeśli ja potrafię to ty też! Słuchaj Karl, mam tutaj woreczek pełen różnych kamieni. Pomożesz mi wybrać szafiry? To wszystko są szafiry, ale większość jest nic nie warta. Te dwa różowe to cyrkony. Ten zielony ma ładnie ściętą jedną ścianę. Gdyby go oszlifować nadałby się na naszyjnik. Dam ci za niego pięć dolarów. Dzięki Karl, ale wolę go dać siostrzenicy!

P1170526

Karl w Sapphire

P1170527

„Ten szafir jest warty $10.000!”

P1170576

Moja kolekcja: szafiry i cyrkony z Sapphire

Capricorn Highway Capricorn Highway

You’re goin west? You’re goin my way!

Droga, którą jedziemy już tydzień czasu, dostała nazwę po zwrotniku, który biegnie praktycznie nad nią. Setki kilometrów prostej. Zapamiętam ją głównie jako usianą rozjechanymi kangurami. Trupy przestałem liczyć, gdy doszedłem do dwustu. Widziałem je w każdym stopniu rozkładu; od świeżo zabitych po suche kości. Najgorsze jest wszystko to pomiędzy tymi dwoma. Czasami leżą tak gęsto usiane, że nie sposób zatrzymać się nie czując zdechliny. Resztki zauroczenia torbielowatymi od przyjazdu do Australii zostały zasypane górą martwych zwierzaków. Mam nadzieję, że tylko tymczasowo!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *