Przerwa na Kanadę

Wpis dedykuję Sunny-emu i Monice. Gdyby nie Wy…

Kucharz tłumaczy dziewczynie: Wiesz, ugotowany i zbyt długo przechowywany ryż jest bardziej niebezpieczny dla zdrowia aniżeli zepsute mięso. Dziewczyna: Tak? A jeśli byś musiał wybierać, to co byś wybrał: zepsuty ryż czy mięso? Kucharz po krótkim namyśle: Oczywiście, że świeżą pomarańczę!

Gdy w marcu ponownie dotarłem do Bangkoku nie byłem w najlepszym stanie. Zdrowie powiedziało „p…olę nie robię”, a umysł pytał „teraz co?”. Potrzebowałem odpoczynku, ale nie w formie krótkiego urlopu i kolejnej dawki nudy sam ze sobą, tylko jakiegoś zajęcia, jakiejś rutyny i uczucia bycia potrzebnym. Potrzebowałem przytyć, co przy tajskiej diecie jest trudne. Potrzebowałem także przyjaciela, kogoś kto mnie zna i poprzez samą bliskość pomoże wrócić na właściwe tory. Takiej osoby nie było w promieniu wielu tysięcy kilometrów.

Pięć lat wcześniej i dziś

Z Sunnym znamy się od roku 2011. Poznaliśmy się w Warszawie, gdzie przysłano go na misję dyplomatyczną. Nasz wspólny znajomy zaprosił jego i jego partnerkę Monikę na kolację do mnie. Notabene był to wieczór kuchni kanadyjskiej. Sunny okazał się być najgłośniej śmiejącym się człowiekiem, jakiego kiedykolwiek poznałem. Później było Euro i stolica oszalała. To był niezwykły czas. Ja opiekowałem się VIP-ami i miałem wstęp praktycznie wszędzie, w tym na wszystkie mecze rozgrywane na stadionie narodowym. Sunny ze swoją brązową skórą, dobrą gadką i paszportem dyplomatycznym uzupełniał mnie i moje wejściówki. Warszawa należała do nas.

Lato się skończyło, a wraz z nim misja dyplomatyczna Sunnyego. Wrócili z Moniką do Ottawy, stolicy Kanady. W 2014 roku wraz z dwuletnim synem przyjechali do Warszawy w odwiedziny. Wiedzieliśmy, że następny ruch będzie musiał być z mojej strony. Nie wiadomo było tylko kiedy. Planeta Ziemia okazała się bowiem być całkiem sporych rozmiarów. Pedałowanie po niej zajmuje mi więcej czasu niż przewidywałem. Wszystko zajmuje więcej czasu. Oryginalny plan zakładał Kanadę na rok 2019, ale do tego czasu może się przecież tyle wydarzyć. Od początku mojej podróży jesteśmy z Sunnym w stałym kontakcie. Gdy nagle spytałem go: „Sunny, a co by było gdybym przyjechał do Was za tydzień?” na odpowiedź czekałem parę godzin: „Przyjeżdżaj!”.

Sunny. Z tyłu Monika. Dzieci nie mogę Wam pokazać ze względu na ochronę tożsamości.

Sunny. Z tyłu Monika. W drodze na koncert Weekend.

Opcja „Świeża Pomarańcza”

Pierwszego kwietnia na lotnisku w Toronto zastałem śnieg. W Bangkoku panowały upały rzędu 45 stopni, w Kanadzie było -12. Dobrze, że kupiłem kurtkę. Loty i spanie na lotnisku w Szanghaju wyssały ze mnie całą energię, a czekała mnie jeszcze pięciogodzinna jazda do Ottawy. Całe szczęście Sunny zorganizował transport pod sam dom. W końcu stanąłem przed drzwiami i zadzwoniłem…

1 kwietnia w Kanadzie zastałem -12 stopni i śnieg

Opcja Świeża Pomarańcza! 1 kwietnia w Kanadzie zastałem -12 stopni i śnieg. Fotograf: Monika Pławna

…Siedem tygodni później…

Dom budzi się do życia przed 7:00. To oczywiście zależy od dzieci, bo oprócz Oskara jest jeszcze Stella, mała gwiazda. Sunny przygotowuje śniadanie, czyli jak sam mówi „kaszkę”. Kaszka to owsianka, a Sunny serwuje owsiankę każdego dnia. Tylko Monika nie je kaszki i dziwi się, że dzieciom jeszcze nie zbrzydła. Do mojej miski Sunny dosypuje czubatą łyżkę wysokiej jakości białka. Dzięki Sunnyemu i Monice już w ciągu dwóch pierwszych tygodni przytyłem cztery kilogramy. Nie pamiętam bym kiedykolwiek w życiu jadł tyle mięsa, no chyba że w Meksyku, ale teraz to nie jest istotne. Liczą się tylko kalorie i odbudowanie (i tak marnej) masy mięśniowej. Dlatego po śniadaniu schodzimy do siłowni, gdzie ćwiczymy tyle, ile dzieci pozwolą.

Stella & Oscar

Stella & Oscar. Fotograf: Monika Pławna

Stella & Oscar

Stella & Oscar. Fotograf: Monika Pławna.

Należy wspomnieć, że Monika jest Polką, a jej mama Czesława, tutaj „Jessie”, jest profesjonalną kucharką. Wcześniej prowadziła dwie restauracje w odległym Winnipeg. Dziś gotuje dla najbliższych i ewentualnie na zamówienie. Gdy przygotowuje pierogi ruskie dla Sklepu Polskiego to i ja zamawiam dziesięć tuzinów. Sto dwadzieścia pierogów wydaje się dużą ilością, ale nie dla kogoś kto kocha pierogi i się za nimi stęsknił. Tuzin zjadam na raz. Czy mógłbym trafić lepiej? Wątpię.

Placek po węgiersku w wykonaniu jednej i jedynej Czesławy Pławnej.

Placek po węgiersku w wykonaniu jednej i jedynej Czesławy Pławnej.

Wracamy do grafiku. Monika i Sunny wychodzą do pracy. Oskar zostaje zawieziony do przedszkola. Czesia zajmuje się Stellą, a ja? Ja pracuję, tj. maluję, kopię, grabię, sadzę, składam, montuję czy wymieniam itd. Jestem jakby takim panem złotą rączką, tylko że bardziej „rączką” niż „złotą”. Dzięki Sunnyemu i jego kontaktom roboty mam wystarczająco. Nie za dużo, nie za mało. No dobra – czasami za mało – w końcu przecież chcę wywieźć z tej Kanady jak najwięcej dolarów. Najbardziej lubię pracować w pięknych ogrodach najbogatszych ludzi w mieście. Niektórzy mają w ogrodzie basen…

Rockcliffe, Ottawa

Rockcliffe, Ottawa

…podczas gdy inni mają w ogrodzie własne… lodowisko!

Rockcliffe, Ottawa

Rockcliffe, Ottawa

Jeszcze inni mają jedno i drugie… To iście niezwykły kontrast zobaczyć Nepal i zaraz potem Japonię, aby następnie z Kambodży przenieść się do Kanady. Jeżeli chcecie zobaczyć tak silny kontrast nie wychodząc z domu to polecam film dokumentalny Life in a Day. Film został wyprodukowany przez Youtube i można bo obejrzeć za darmo. Ideą filmu jest pokazanie jednego dnia, konkretnie 24 lipca 2010 roku, z życia ludzkości. Internauci z 192 krajów wysłali w tym celu 4500 godzin materiału, który następnie został wyselekcjonowany i wyedytowany przez profesjonalistów. Efekt jest absolutnie fenomenalny i obrazuje mniej więcej moje uczucia gdy porównuję Zachód ze Wschodem. Life in a Day polecam Wam z całego serca. W filmie znalazło się nawet miejsce dla kogoś takiego jak ja. ;-)

Stoję na moście łączącym miasta Ottawa i Gatineau, czyli Kanadę brytyjską i francuską. Dlatego flaga Francji. Za mną parlament.

Stoję na moście łączącym miasta Ottawa i Gatineau, czyli Kanadę brytyjską i francuską. Dlatego flaga Francji na czole. Za mną parlament.

Pimp my ride, czyli jak się wożę po stolicy Kanady. Nawet nastolatkowie krzyczą: "Cool bike dude!". Ano cool!

Pimp my ride, czyli jak się wożę po stolicy Kanady. Nawet nastolatkowie krzyczą: „Cool bike dude!”. Ano cool!

Pracuję, jem, wypoczywam, spędzam czas z przyjacielem. Co jeszcze? Ćwiczę. Na siłowni ćwiczę. Tajski boks ćwiczę. Tak jest – w Tajlandii nie ćwiczyłem, to w Kanadzie ćwiczę. Moją trenerką jest Natasha, która trenuje Muay Thai od dziewięciu lat. Natasha daje mi niezły wycisk. Wystarczy, że na sekundę opuszczę gardę, a dostanę w szczękę. Nie ma żartów! Nie chcę dostać w szczękę, bo jak będę wyglądał na parkiecie? A tańczę dużo. W Azji brakowało mi tańca. Azjaci mają na ogół niewygórowany gust muzyczny i mizerne zdolności na parkiecie. Ostatnią rzeczą jaką nabyłem w Bangkoku były buty do tańca i powiem Wam, że się nie kurzą. Dwa razy w tygodniu chodzę na salsę i bachatę, ale zdarzyło mi się tutaj tańczyć także swing, rock ‚n’ roll, jive, hip hop, a nawet pogo na koncercie punkowym. Co weekend pełno mnie jak nie w klubach to na festiwalach i zdradzę Wam pewien sekret. Nikomu nie mówcie, ale lepszy ze mnie tancerz aniżeli kolarz! :-)

Parlament Kanady. The Parliament Hill, Ottawa.

Parlament Kanady. The Parliament Hill, Ottawa.

Jutro jest środa, a w środy taneczni mieszkańcy stolicy spotykają się w ratuszu aby tańczyć salsę, bachatę i kazumbę. Do 23:00 paręset kobiet i mężczyzn tańczy ze sobą, co chwilę zmieniając partnera. Czy ja tam będę? Pytanie! To jest właśnie najpiękniejsze w Kanadzie: piknik na moście, yoga przed parlamentem, salsa w ratuszu. I wszystkie rasy, wszystkie nacje w jednym miejscu, żyją w zgodzie i potrafią się dogadać. Jak do tej pory to najbardziej tolerancyjny kraj na mojej ścieżce.

Moja pierwotna data powrotu do Bangkoku to 14 czerwca. Miesiąc temu nie byłem jednak jeszcze gotowy aby dalej pedałować. Postanowiłem zostać dłużej, wykorzystać wizę turystyczną do cna i wchłonąć kanadyjskie lato całym sobą. To była dobra decyzja. Szczęście mnie nie opuszcza. W następnym odcinku dowiecie się o obchodach związanych ze 150tymi urodzinami Kanady, o tym jak zostałem kucharzem dla 180 osób i o zorganizowanym przeze mnie spływie kajakowym. Zdradzę Wam także co zrobiłem z pewną starszą panią, aby zamieszkać w jej mieszkaniu. Kto wie, może zdradzę Wam coś jeszcze? ;-)

CDN

Architektura Kanady przypomina swoją południową siostrę.

Architektura Kanady przypomina swoją południową siostrę. Centrum Ottawa.

Uwaga, policja w formie!

Uwaga, policja w formie! Major’s Hill, Ottawa.

Po lewej Parliament Hill, po prawej Château Laurier, czyli hotel a la zamek z Disneya. Po środku nie mniej słynny system śluz Kanału Rideau

Po lewej Parliament Hill, po prawej Château Laurier, czyli hotel a la zamek z Disneya. Po środku nie mniej słynny system śluz Kanału Rideau. Ottawa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>